przygodowy grill to był.
po pierwsze jakoś nikt nie wpadł na to, że skoro robimy grilla to wypadałoby przynieść węgiel (na Bundeku są takie ogólnodostępne wolnostojące grille z których można spokojnie korzystać). W momencie, w którym zdecydowałam się pożyczyć rower od Olega i jechać jakiś kupić zauważyliśmy, że pogoda robi się coraz nieciekawsza.
Przygoda zaczęła się w momencie w którym chciałam odpiąć Olegowy rower i zauważyłam, że podziałam gdzieś kluczyk(!). Serio, nie było go nigdzie. Całym szczęściem nie dostałam wszystkich egzemplarzy i potem można było uratować rower.
Wróciłam i burza rozpętała się na dobre. Schowaliśmy się pod parasolem, poznaliśmy miłego pana, który stwierdził, że jesteśmy ze Słowenii (nadmienię, że rozmawiałam z nim ja, Seraina- Szwajcarka i Marketa- Czeszka). Każda z nas ma totalnie inny akcent (bądź go wcale nie ma) więc nie wiem skąd on na to wpadł.
Przeczekaliśmy największy deszcz i ekipa się rozproszyła: część przeniosła się do knajpy, ci najbardziej mokrzy postanowili się przebrać, a my- razem z naszym nowo- poznanym znajomym zebraliśmy się w stronę centrum.
Wiecie, co się dzieje w Zagrzebiu, zostaje w Zagrzebiu ;p
po pierwsze jakoś nikt nie wpadł na to, że skoro robimy grilla to wypadałoby przynieść węgiel (na Bundeku są takie ogólnodostępne wolnostojące grille z których można spokojnie korzystać). W momencie, w którym zdecydowałam się pożyczyć rower od Olega i jechać jakiś kupić zauważyliśmy, że pogoda robi się coraz nieciekawsza.
Przygoda zaczęła się w momencie w którym chciałam odpiąć Olegowy rower i zauważyłam, że podziałam gdzieś kluczyk(!). Serio, nie było go nigdzie. Całym szczęściem nie dostałam wszystkich egzemplarzy i potem można było uratować rower.
Wróciłam i burza rozpętała się na dobre. Schowaliśmy się pod parasolem, poznaliśmy miłego pana, który stwierdził, że jesteśmy ze Słowenii (nadmienię, że rozmawiałam z nim ja, Seraina- Szwajcarka i Marketa- Czeszka). Każda z nas ma totalnie inny akcent (bądź go wcale nie ma) więc nie wiem skąd on na to wpadł.
Przeczekaliśmy największy deszcz i ekipa się rozproszyła: część przeniosła się do knajpy, ci najbardziej mokrzy postanowili się przebrać, a my- razem z naszym nowo- poznanym znajomym zebraliśmy się w stronę centrum.
Wiecie, co się dzieje w Zagrzebiu, zostaje w Zagrzebiu ;p
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz