sobota, 31 marca 2012

w jakim najdziwniejszym muzeum byliście w życiu?
czy jest dziwniejsze od Muzeum Rozsań? :D
bo ja w takim byłam- oficjalnie nazywa się Muzej Prekinutih Veza/ Museum od Broken Relationships i znajdują się tam przedmioty, które zwykli ludzie podarowali muzeum, a które kojarzą im się z jakąś miłością, która się skończyła. Każdy eksponat ma swoją własną historię i chociaż muzeum jest smutnym miejscem, to bywają eksponaty dosyć śmieszne i niecodzienne ;D
Moim ulubionym eksponatem był list 12/13 letniego chłopca, który podczas ucieczki z oblężonego Sarajewa zakochał się w jednej dziewczynce i napisał jej pierwszy miłosny list. Nigdy potem się już nie spotkali, ale było to szalenie słodkie ;)
tak, czy siak polecam
a wieczór skończył się graniem i śpiewaniem na wale Sawy :D nigdy nie wierzyłam, gdy mi ktoś mówił, że Dalmatyńcy nie mogą obyć się bez śpiewania :D nie mogą!

piątek, 30 marca 2012

niedziela, 25 marca 2012

zašto Osijek? / dlaczego Osijek?

tym razem post ma tytuł bo cała wyprawa miała tytuł
koło 15 w piątek zdecydowałyśmy się jechać z Krystianem, Olim i Melitą do Osijeku. Spakowałyśmy się i o 1820 złapaliśmy pociąg. Usiedliśmy w pociągu i Ola zadała najważniejsze pytanie tego wieczoru: zašto Osijek? i tak już zostało.
Okazało się, że rozwiązanie tego problemu było bardziej banalne niż nam się mogłoby wydawać. Krystian ma tam jakąś kuzynkę kuzynek, która ma mieszkanie w którym możemy zostać. Mieszkanie jest na 13 piętrze i z balkonu widzisz pięknie wijącą się Drawę, park przyrody Kopački Rit i resztę miasta. Prawdziwa poranna kawa na balkonie- cudo.
Troszkę zwiedzaliśmy miasto, dowiedzieliśmy się, że nasze iksice również działają w osiječkiej menzie. Generalnie miasto jest urocze, malutkie i ma jakiś taki miły klimat. Potem były warsztaty kolo :D i sprzedałam naszym gospodarzom Brodkę ;p
Nasza trójka (ja, Ola i Marketa) zebrałyśmy się i wróciłyśmy wczoraj, a reszta ekipy jeszcze na dzisiaj została :)


widok z balkonu



gdzieś w tym miejscu do Luki (tego kolesia obok mnie) dzwoniła mama, której oczywiście musiał się pochwalić, że został przewodnikiem dwóch polek, jednej czeski, jednego niemca, jednego austryjaka i jednej chorwatki o której wszyscy zawsze zapominają ;p





halo mama?



to zdjęcie zrobili nam panowie konduktorzy- tak tak :D



dla nie wtajemniczonych napis za nami głosi - kocham Cię Osijeku!






piątek, 23 marca 2012

a dzisiaj się działo :D
po zajęciach poszliśmy do Muzeum Sztuki Współczesnej. Właściwie nie jestem jakąś wielką fanką tego okresu w sztuce, głownie przez to, że trzeba ją rozumieć, żeby ją lubić. Gdyby nie przewodniczka, czułabym się tam dziwnie, wyobcowanie i zupełnie nie ogarniająco, ale udało się i muszę przyznać, że bardzo mi się podobało ;)
Szalenie ciekawym jest to, że cały budynek muzeum jest również dziełem sztuki współczesnej ;)

tak wygląda "schodzenie". są dwie drogi, albo z drugiego, albo z trzeciego piętra ;) kto ma stracha, może iść schodami


polsko, czeska przyjaźń ;)


nasza croaticumowa grupka z dodatkami :D

a potem na prośbę Piotra szukałyśmy z Marketką wiosny w Zagrzebiu- i nawet udało nam się ją znaleźć :D

Trg Kralja Tomislava


herb Zagrzebia ułożony z kwiatów/ okolice katedry


żebyście nie zapomnieli jak wyglądam

i looooooodyyy :D:D co ciekawe miałam lody o smaku kasztanów jadalnych :D pycha :D

aaa i dowiedziałyśmy się, że wszystkie polki mają niebieskie oczy-> tjaa powiedział to facet który nie widział że Ola ma zielone a ja raczej szare ;p

wtorek, 20 marca 2012

nic się nie dzieje
tra la la la
no nie dzieje się nic o czym warto byłoby pisać- ot zajęcia, jedzenie, wykłady, pisanie.... ;)
po to też tu przyjechałam, co nie?:D

niedziela, 18 marca 2012

zwiedzania ciąg dalszy.
wybrałyśmy się dzisiaj na Hrelić. To teoretycznie jest coś w stylu naszej giełdy samochodowej, ale w praktyce możesz tam kupić totalnie wszystko: od ciuchów nowych i używanych, przez sprzęty gospodarstwa domowego do rowerów, skuterów i aut. Widziałam nawet ofertę sprzedaży grobu- słowem: wszystko co można kupić i sprzedać znajdzie się na Hreliciu. Prawie pewnym jest również, że 60% z rzeczy tam oferowanych pochodzi z drugiego obrotu. Tak czy siak było ciekawie. Nic nie kupiłyśmy, ale samo przejście się tam było niezapomnianym przeżyciem.

ovo je Balkan, come on!

cały Hrelić jest na jakimś szalenie zapadłym końcu wszechświata

sobota, 17 marca 2012

wiosnaaa przyszła mości państwo! :D
zebrałyśmy się i poszłyśmy ją świętować w miejsce w które przychodzą świętować wiosnę również chorwaci.
Jarun- jezioro utworzone przez rzekę Sawę z 6 wyspami na nim. Dostęp dzięki mostom jest tylko do 4.
Pięknie był- po raz pierwszy w tym roku opalałam swoje szanowne nogi :D

nad samym Jarunem powstało niedawno nowe osiedle, mnie fascynują oczywiście te kolorowe żaluzje :D

na brzegu jest jeszcze jakiś wielki klub kajakarski


kanadyjkarze też śmigają

środa, 14 marca 2012

Święta będą
dzisiaj razem z książką do słoweńskiego doszły do mnie po dwa opakowania żurku i barszczu białego. Od jutra zacznę już zbierać po sklepach łupki z cebuli (ciekawa jestem co na to ci chorwaci wszyscy powiedzą).
Tym niemniej po kilku dniach siedzenia w domu zrobiliśmy sobie (my dwie i kolega Wawrzyn) spacer- wiecie klasyki, trg bana Jelačića, Gornji Grad i takie tam :)


a w ramach odstresowania wyśpiewałyśmy z moją szanowną współlokatorką wszystkie hity Parnego Valijka ! :D niech sąsiedzi nas słyszą! :D

wtorek, 13 marca 2012

Szanowni Państwo!
oficjalnie od dzisiaj posiadam normalny internet, nie jakiś tam kradziony z okna, ale prawdziwy, kabelkowy, akademikowy internet. Prawdę mówiąc podłączenie go zajęło mi prawie cały dzień, ale kurczaczki warto było. Nareszcie mogę sobie usiąść jak normalny człowiek przy biurku i pisać wam bzdurki :D Jestem z siebie szalenie dumna, że mi się udało.
Nie mam dla was żadnego specjalnie nowego zdjęcia bo pogoda nie sprzyja łażeniu z aparatem.

poniedziałek, 12 marca 2012

Mamy nowego sąsiada.
Trąbiącego trębacza który ćwiczy popołudniami i dzięki otworom wentylacyjnym słychać go w naszej łazience a co za tym idzie w całym pokoju. Radośnie :D

sobota, 10 marca 2012

Znalazłam swoje miejsce i plan na życie w Chorwacji, jak mi już nic innego nie wyjdzie. Tutaj nie ma takich sklepów z biżuterią do własnego tworzenia. Wiecie pewnie, że z każdego miasta chcę mieć jakiś koralik. Chodzę tu od tygodnia po sklepach z pierdółkami i nie mogę niczego znaleźć! Będę musiała chyba wymyślić coś innego w ramach zaspokojenia swojej koralikowej potrzeby.
Pozostając w temacie powiem wam, że byłyśmy dzisiaj na targach rękodzieła. W planach było również uczestniczenie w jakiś warsztatach, ale niestety się na nie nie załapałyśmy. Tak czy siak nie wiedziałam na co mam się patrzeć- tyle było fantastycznych rzeczy. Z tego wszystkiego nie mogłam się zdecydować na jakąś jedną rzecz i nie kupiłam niczego. Będzie jeszcze okazja, bo takie targi są co miesiąc.

i jeszcze trochę wiosny, żeby was podrażnić ;]
a na drzewie za moim oknem (tym na którym wisi koszula) pojawiły się pierwsze pączki. Na moje radosne "-ooo pączki na drzewie!" Ola odpowiedziała tylko "przez chwilę myślałam, że mówisz o takich z piekarni" :D

To był dziwny dzień.
Po pierwsze spotkałyśmy się w końcu z koordynatorką, która nam dała papier i mogłyśmy się normalnie zapisać na uniwerek. Internet będzie we wtorek, bo tak pracują panowie informatycy. Ola miała swój moment chwały, kiedy to na pytanie o to, czy byłyśmy na Mirogoju odkrzyknęła, że uwielbia cmentarze! Zabrzmiała lekko szalenie moim zdaniem, nie tylko moim bo biedna koordynatorka też nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć :D
Naszym drugim momentem chwały okazało się odnalezienie Polaka i Czecha. Generalnie miałyśmy ochotę na wino, kupiłyśmy wino, ale nijak nie mogłyśmy sobie poradzić z korkiem. Mały scyzorykowy korkociąg umarł. Jak prawdziwe zdesperowane baby postanowiłyśmy znaleźć kogoś, kto nas uratuje. Zapukałyśmy w pierwsze drzwi naprzeciw Oli. Otworzyło nam dwóch facetów, a w hallu stała zielona herbata(żaden eufemizm, ot zielona polska herbata) więc moim pierwszym genialnym pytaniem było: "jesteś polakiem"? Okazało się, że totalnie przez przypadek trafiłyśmy na Polaka i Czecha, który to Czech z wielkim poświęceniem otworzył nam to wino klnąc przy okazji we wszystkich językach, jakie znał!
Za to spontaniczne wyjście na miasto okazało się małym świętowaniem urodzinowym.
Jeszcze raz sto lat Kaju!:D

i tak w gratisie- mój zalany słońcem pokoik ;D

czwartek, 8 marca 2012

Po pierwsze- Tychy są na Węgrzech
po drugie- internet będzie we wtorek (nawet nasze śliczne maślane oczka nie dały rady z panem informatykiem)
po trzecie- trzymajcie kciuki, żeby nam dobrze podzielili grupę kursową
Co do pierwszego to chodzi o pomyłkę w moim Uvjereniu- papierze, który jest mi potrzebny do załatwienia przedłużenia pobytu na policji. W zeszłym tygodniu zapomnieli go dla mnie wydrukować, w tym przyszłam i dowiedziałam się gdzie się naprawdę urodziłam. Czad ;)
Wczoraj za to zwiedzałyśmy dalej Zagrzeb- oczywiście znalazłyśmy nowe centrum handlowe Arena Centar. Znajduje się ono obok Areny Zagreb, które jest największą sportową areną w Zagrzebiu wybudowaną w 2008 roku na potrzeby mistrzostw świata w piłce ręcznej.
Cieszyn ma swojego jelenia- Arena Centar ma jagniątko
Arena Zagreb
Sava w stronę Jaruna (który jeszcze kiedyś zwiedzimy)
my, bo kto inny ;p

aaa i jeszcze ważna i istotna informacja: zawsze noście w kieszeni kasztan- sami nie wiecie kiedy może się przydać. Dzisiaj uratował lektorkę na zajęciach, bo jak inaczej wytłumaczyć czym jest kasztan bez możliwości pokazania kasztana zgromadzonym?:D


wtorek, 6 marca 2012

Miałam pisać o zoo, ale jakoś się zawiesiłam na problemie internetowym. Cała idea naszej wyprawy do zoo polegała na tym, że doszłyśmy do wniosku, że nie znamy nazw wszystkich zwierzątek po chorwacku.
Zoo w Zagrzebiu jest częścią parku Maksimir. Otwarty został w 1794 roku z inicjatywy biskupa Maksymiliana Vrhovca. O historii parku możecie sobie spokojnie poczytać na wikipedii czy w jakimś przewodniku ;] a i mnie się pewnie jeszcze zdarzy o nim napisać. Zoo jest jednym z trzech, które znajdują się w Chorwacji i ma 275 gatunków zwierząt i jest podobno najstarszym ogrodem zoologicznym na południu Europy.
Mając porównanie z zoo w Chorzowie i we Wrocławiu muszę powiedzieć, że nie jest znowu taki duży. W Chorzowie zwierzaki mają więcej przestrzeni i jest ich więcej. Tutaj nie znalazłyśmy ani słonia, ani żyrafy. Trochę nam z tego powodu było smutno. Odkryłyśmy jednak szalenie śmieszne małpki z wąsami, fokę szarą która nazywa się pięknie (čunjasti tuljan), szalone surykatki i pieski preriowe.




Małe sprostowanie wcześniejszego posta- koordynatorka zmieniła swój dyżur na piątek i zauważyłam, że sekretariat w tym tygodniu nie działa od 10 ale od 12 bo pani jest chora i ktoś inny ją zastępuje ;p
Taaak, czytanie ze zrozumieniem jest czynnością trudną :D

Oto kot.
Kot miał przykrótki ogon, który wyglądał dosyć zabawnie, jak się napuszył i postawił go na baczność, ale został bardzo ważną osobistością w tej opowieści, ponieważ zaprowadził nas na całą ulicę ze sklepami z biżuterią. Wiedział, co lubimy ;)
Dostałyśmy dosłownie oczopląsu i nie wiem czego jeszcze. Biżuterii było mnóstwo- kolczyki, broszki, wisiorki i bransoletki. Czego sobie tylko nie wymyślisz w kolorach jakie mi się czasem nie śniły i w wielkości, pod którą dostałabym pewnie zakwasów w szyi i naderwanych dziurek w uszach :D
Czułam się jakbym umarła i obudziła się w raju!
Jednakże rozsądek wygrał z babską próżnością i zamiast świecidełek wydałyśmy pieniądze w antykwariacie :D Dzięki Oli znalazłam słownik do pracy licencjackiej (to starsze wydanie).
Poza tym normalnego internetu jak nie było tak i nie ma. Głównie przez to, że żeby go załatwić potrzebujemy załatwić wszystkie uczelniane papiery do których potrzebujemy swoich papierów, które ma nasza koordynatorka, która będzie dopiero jutro. Była opcja, że papiery nasze leżą w sekretariacie instytutu, ale pomimo informacji, że jest czynny w każdy dzień od 10- nie udało nam się trafić na możliwość załatwienia czegokolwiek. Także wieczorem jutro odbieramy papiery a w czwartek zapuszczamy się do jaskini panów informatyków. Ciekawa jestem, czy poradzą sobie z moim Linuxem :D

poniedziałek, 5 marca 2012

jesteśmy przegenialne i przemądre!
dostałyśmy się do przednajwyższej grupy na Croaticum. Nawet nie do końca wiem jak to się mogło przytrafić ;)
Jedyny problem polega na tym, że zajęcia mamy codziennie na 0800 ;p
Poza tym mamy już chorwackie konto, jutro w końcu mam nadzieję załatwimy internet i wszystkie inne uczelniane pierdółki ;)

niedziela, 4 marca 2012

Ola mi mówi: napisz o kanarach na blogu.
Piszę więc o kanarach. Mamy już przejechany prawie cały Zagrzeb przy użyciu tramwajów, a bilety kupiłyśmy zaledwie dwa. Po pierwsze nawet ulgowe są szalenie drogie, a po drugie bardzo łatwo rozpoznać kanarów. Mają kurteczki oznaczone ZET (Zagrebački Električni Tramvaj). Wchodzimy sobie więc do tramwaju, stoimy przy wyjściu i patrzymy się na wchodzących do niego ludzi. Jeśli pojawi się podejrzany osobnik- wychodzimy albo wcale nie wchodzimy. W ten oto sposób Katja i Kaja spóźniły się na spotkanie z nami jakieś pół godziny. Co ciekawsze- nie widziałam żeby specjalnie tubylcy się tym również przejmowali ;)
Jechałyśmy do Zoo, o czym za chwilę ;)

sobota, 3 marca 2012

W ramach leniwego sobotniego poranka (leniwy, bo urzędy są zamknięte i specjalnie nie można nic załatwić) opowiem wam o motywie iksicowym.
Iksica to karta, która jest legitymacją studencką i kartą zniżkową do różnych miejsc. Posiada również wbitą subwencję posiłkową, która przy każdej wizycie w stołówce jest odliczana od twojego rachunku. Rachunek swoją drogą jest rzeczą świętą- zgubienie go w naszej stołówce (jeszcze nie wiem jak jest w innych) kosztuje nieszczęśnika 50 kun za obiad (ja wczoraj za mój dałam 5-jak już wiecie!).
Stołówka w naszym akademie wygląda trochę jak wyciągnięta żywcem z czasów Polski Ludowej. Jest wielka, ma szkolne krzesełka i stoły i wielką linię na której sobie nabierasz, co chcesz. Dania są od razu na talerzach- zgarniasz po prostu na co masz ochotę, ale jest system- nie ma przebierania- co dotkniesz- musisz zabrać ;) Na końcu linii jest pani, która patrzy ci w talerz, kasuje iksicę i daje święty rachunek, za który płacisz dopiero wychodząc.
Aaaa :D
Muszę Wam jeszcze opowiedzieć o tym, jak to rzeczy niemożliwe okazują się przydatne. Nie wiem dlaczego, ale zabrałam mały śrubokręt i wierzcie albo i nie, ale przydał się zaraz pierwszego dnia do przykręcenia gałki od szafki! Możecie sobie wyobrazić jak Katrina się ze mnie nabijała jak to zobaczyła ;p
Zresztą jest szalenie sympatyczna ;)
Nasz pokoik też jest całkiem uroczy. Może nie ma jakiegoś szalenie wypaśnego zestawu mebli, ale jest tu sporo przestrzeni i właściwie wszystko co być powinno. Najważniejsze jest to, że mamy same łazienkę (Oli pokój dzieli ją jeszcze z jednym, ale w zamian mają aneks kuchenny, którego my nie mamy). No i okno wychodzi na internet :D -jak już wiecie;)

piątek, 2 marca 2012

dojechałyśmy!
nie zgubiłyśmy się nawet. po wielkiej schizie w pociągu pt. ale jesteśmy pogrzane, że tam jedziemy wszystko ładnie się ułożyło. Marcie udało się złapać pociag do Belgradu w ostatniej chwili a my znalazłyśmy dwie kolejne polki, które jechały do Zagrzebia i razem z nimi ogarniałyśmy węgierskie metro, zwiedzałyśmy Budapeszt, a nawet jadłyśmy chińskie żarcie;p
Dotarłyśmy do Zagrzebia zgodnie z rozkładem jazdy i od razu dowiedziałyśmy, że nie jesteśmy razem w pokoju. Dostałyśmy jako współlokatorki chorwatki. Moja trochę się zdziwiła jak zastała mnie umierającą na łóżku kiedy weszła do pokoju ze swoim facetem. miał tej nocy u nas nocowąć, ale przenieśli się gdzie indziej. Jak się obudziłam to ich nie było w każdym razie ;)
Niestety nie mamy jeszcze internetu w pokojach. Trzeba odebrać jakieś hasło z fakultetu na który już dzisiaj nie zdążyłyśmy. Załatwiłyśmy za to iksicę(legitymację) i numer OIB potrzebny do konta. Pan w urzędzie który nam wypisywał te papierki miał koszulkę z napisem "warszawa" i właśnie z Łodzi wrócił- jakiś zapalony fan piłki nożnej.
Po raz pierszy użyłyśmy iksicy do płacenia za obiad- schaboszczak, frytki, soczek i małe mleko (na rano do kawy) za 5 kun- mi to pasi! :D
Teraz siedzimy w knajpie i kradniemy internet ogarniając po drodze wszystko co się da. Wieczorem idziemy na jakieś zapoznawalne party erasmusowców- trzeba się integrować.
Poza tym to tu już pięknie słońce grzeje i jest szalenie wiosennie !
Pozdrawiam i odezwę się jak będę tylko mogła :)