piątek, 29 czerwca 2012

ta część bloga powinna się nazywać: czekoladowej pamiętniki z wakacji
od wczoraj jestem w Zagrzebiu, a jutro przemieszczam się w stronę Splitu, żeby w ostateczności wylądować gdzieś w Kašteli, użerając sie z polskimi turystami
tym razem jechałam polskimbusem do Wiednia, a tam przesiadałam się na busa do Zagrzebia. Okazało się, że to całkiem wygodna i niedroga opcja. Polskibus rządzi i miażdży, a w tym drugim poznałam dziewczynę z Chile- studiującą w Holandii i stado młodych, głupawych angoli (ja naprawdę nie mam jakiś uprzedzeń do brytyjczyków, ale poza akcentem nie znalazłam jeszcze w nich nic dobrego)
przez tych angoli staliśmy godzinę na granicy, bo nie wiedzieli jak się mają zachować i strażnicy dali im lekcję pokory, przetrzepując ich bagaże
a poza tym- ciepło, ciepło, gorąco
widziałam się z częścią tej ekipy, która tutaj jeszcze została
ciągle kocham Zagrzeb :)

środa, 20 czerwca 2012

i już od dwóch dni w domu
tak właściwie nie byłam w stanie jeszcze odpocząć po podróży- ciągle coś;)
wracałam z panami kibicami, którzy w poniedziałek jechali na mecz do Gdańska, który niestety Chorwaci przegrali, ale panowie byli na tyle radośni, że pomagali mi nosić tę moją wielką walizę i całkiem umilali czas.
a powrót do Zagrzebia w następną środę w nocy
;)

sobota, 16 czerwca 2012

Zagrzeb pachnie kwitnącymi lipami- zapach ten jest oszołamiający, letni
Zagrzeb pachnie piekarniami- są na każdym kroku
Zagrzeb pachnie czekoladą- przez fabrykę czekolady
Zagrzeb dzisiaj pachnie smutkiem i rozstaniami

czwartek, 14 czerwca 2012

słyszałam dzisiaj piękny dowcip:
Bóg dzielił ziemie narodom. Chorwaci oczywiście się spóźnili na to wydarzenie i nic dla nich nie zostało. Przychodzą jednak do Boga i mówią:
- panie Boże, wszyscy mają swoją ziemię, a my co?
- ale spóźniliście się, nie mam już nic dla was, wszystko podzieliłem
- panie Boże, a nie znajdzie się nawet skraweczek?
Bóg myśli myśli, żal mu się zrobiło, bo to w sumie dobrzy ludzie
i mówi:
- wiecie co, chciałem sobie zostawić kawałek ładnej ziemi na której mógłbym spędzać urlop, ale znajcie moją dobroć...

-->
i tak to jest;)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

i Wawrzyn pojechał!



heja heja kop!
3:1
a jutro piękna relacja

-------->
relację obiecałam
mecz oglądaliśmy na Trgu Bana Jelačića, głównym, zagrzebskim placu razem z pewnie połową miasta i resztą obcokrajowców. na początku musiałyśmy się do tego solidnie przygotować



a potem wejść w nastrój



kibicowanie było super, po pierwszym golu byłam cała oblana piwem, bo ktoś z tyłu tak się cieszył i podskakiwał, że niestety wszystko mu wykipiało
co ciekawsze, za nami stało kilku chłopaczków z Irlandii, którzy oczywiście kibicowali przeciwnej drużynie niż wszyscy pozostali, zgromadzeni. nikt im nic nie powiedział, nikt nic im nie zrobił



jak widać pełna profeska, koszulki, chustki, flagi i takie tam :D
po meczu tańczyliśmy jeszcze na placu chyba z godzinę, problem polegał tylko na tym, że można się było do niego naprawdę przykleić, przez to wszystko, co było porozlewane





w czwartek powtórka? :D
--->
i jeszcze kibic profeska z innej perspektywy :D





niedziela, 10 czerwca 2012

obijam się okropnie, a w piątek było tak fajnie
w piątek w ramach tego, że Tanja, nasza finka wyjeżdża na wakacje, a potem wraca do Finlandii i przy okazji świętując urodziny Alego, włocha, poszliśmy grać w gry plenerowe
ale zanim to- trzeba się było przygotować
proszę państwa, oto pół kilo chipsów :D



a oto latające balony dla Alego i kwiatuszek dla Tanji, oraz modelka Dominika



przez te balony z helem przeżyliśmy historię podobną do tej z Kubusia Puchatka, kiedy to Prosiaczek nie doniósł na urodziny Kłapouszka balonika, bo puknął. Miałyśmy 3- dotrwały 2, ale solenizant i tak się cieszył :D



Zakochałam się w molkky! które jest dziwną odmianą kręgli



Poza tym był badminton, krykiet, skakanka, żarcie i śmiechy :D



Znaleźliśmy żabkę, ale nikt nie chciał jej całować, bo sądząc po jej rozmiarach książę miałby jakieś 8 lat ;p



wczoraj wylądowaliśmy na imprezie w stylu latino, a dzisiaj idziemy kibicować Chorwacji w starciu z Irlandią! :D

sobota, 2 czerwca 2012

witamy w amazońskim lesie tropikalnym. każdego dnia musi padać, musi być szalenie duszno i znów padać.
poza tym naprawdę nie dzieje się nic godnego uwagi.
pożegnałyśmy dzisiaj Marketę, która jechała na wycieczkę ze swoją czeską grupą. prawie wywaliłyśmy jej drzwi, a ona nawet się nie obudziła :D nie mam bladego pojęcia jak to się mogło wydarzyć.
poza tym w Zg ma miejsce festiwal uliczny i na każdym kroku można spotkać jakiś performerów i zwierzątka w parku :D


poza tym kochamy to miasto!