To był dziwny dzień.
Po pierwsze spotkałyśmy się w końcu z koordynatorką, która nam dała papier i mogłyśmy się normalnie zapisać na uniwerek. Internet będzie we wtorek, bo tak pracują panowie informatycy. Ola miała swój moment chwały, kiedy to na pytanie o to, czy byłyśmy na Mirogoju odkrzyknęła, że uwielbia cmentarze! Zabrzmiała lekko szalenie moim zdaniem, nie tylko moim bo biedna koordynatorka też nie wiedziała co ma na to odpowiedzieć :D
Naszym drugim momentem chwały okazało się odnalezienie Polaka i Czecha. Generalnie miałyśmy ochotę na wino, kupiłyśmy wino, ale nijak nie mogłyśmy sobie poradzić z korkiem. Mały scyzorykowy korkociąg umarł. Jak prawdziwe zdesperowane baby postanowiłyśmy znaleźć kogoś, kto nas uratuje. Zapukałyśmy w pierwsze drzwi naprzeciw Oli. Otworzyło nam dwóch facetów, a w hallu stała zielona herbata(żaden eufemizm, ot zielona polska herbata) więc moim pierwszym genialnym pytaniem było: "jesteś polakiem"? Okazało się, że totalnie przez przypadek trafiłyśmy na Polaka i Czecha, który to Czech z wielkim poświęceniem otworzył nam to wino klnąc przy okazji we wszystkich językach, jakie znał!
Za to spontaniczne wyjście na miasto okazało się małym świętowaniem urodzinowym.
Jeszcze raz sto lat Kaju!:D
i tak w gratisie- mój zalany słońcem pokoik ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz