wtorek, 6 marca 2012


Oto kot.
Kot miał przykrótki ogon, który wyglądał dosyć zabawnie, jak się napuszył i postawił go na baczność, ale został bardzo ważną osobistością w tej opowieści, ponieważ zaprowadził nas na całą ulicę ze sklepami z biżuterią. Wiedział, co lubimy ;)
Dostałyśmy dosłownie oczopląsu i nie wiem czego jeszcze. Biżuterii było mnóstwo- kolczyki, broszki, wisiorki i bransoletki. Czego sobie tylko nie wymyślisz w kolorach jakie mi się czasem nie śniły i w wielkości, pod którą dostałabym pewnie zakwasów w szyi i naderwanych dziurek w uszach :D
Czułam się jakbym umarła i obudziła się w raju!
Jednakże rozsądek wygrał z babską próżnością i zamiast świecidełek wydałyśmy pieniądze w antykwariacie :D Dzięki Oli znalazłam słownik do pracy licencjackiej (to starsze wydanie).
Poza tym normalnego internetu jak nie było tak i nie ma. Głównie przez to, że żeby go załatwić potrzebujemy załatwić wszystkie uczelniane papiery do których potrzebujemy swoich papierów, które ma nasza koordynatorka, która będzie dopiero jutro. Była opcja, że papiery nasze leżą w sekretariacie instytutu, ale pomimo informacji, że jest czynny w każdy dzień od 10- nie udało nam się trafić na możliwość załatwienia czegokolwiek. Także wieczorem jutro odbieramy papiery a w czwartek zapuszczamy się do jaskini panów informatyków. Ciekawa jestem, czy poradzą sobie z moim Linuxem :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz